Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kod Leonarda Da Vinci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kod Leonarda Da Vinci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2013

Świat zagadek, symboli i starożytnej wiedzy tajemnej, czyli: ZAGINIONY SYMBOL Dana Browna


Sięgając po tę książkę zastanawiałam się, czym jeszcze może mnie zaskoczyć Dan Brown. Przyznam, że po fenomenalnym Kodzie Leonarda Da Vinci, nie spodziewałam się w Zaginionym niczego nowego. Jednak obiecałam sobie, że zaryzykuję. I... Z pewnością nie zawiodłam się na amerykańskim pisarzu!

Często bywa, że czytamy kilka książek jednego autora; ze względu na podobną tematykę która nas interesuje, indywidualny styl, kontynuację życia ulubionych bohaterów... Tak było i ze mną w tym przypadku.
Nie zapomnę tych nocy spędzonych z Kodem w objęciach, gdy pomimo senności, nie mogłam pójść spać, gdyż znalazłam się w samym środku akcji... Musiałam dowiedzieć się co będzie dalej.

Uwielbiam takie akcje. W Zaginionym te noce powróciły!

Przyznam, że odnalazłam w najnowszej powieści Browna, wiele powtarzających się elementów: Roberta Langdona (wciąż nie mogłam wyprzeć z pamięci obrazu Toma Hanksa, który nie odzwierciedlał mojego wyobrażenia o głównym bohaterze w ekranizacji powieści!), motyw symboli, religii, świat tajnych stowarzyszeń, pilnujących odwiecznych sekretów, które nie powinny zostać ujawnione, pościg, gonitwa, otarcie się o śmierć...

Cóż, nie ma się co dziwić, w końcu ostatnie cechy są stałym elementem tego typu thillerów, a symbolami, ukrytymi znaczeniami i historią pisarz interesuje się w dużym stopniu. Zupełnie nie przeszkadzały mi stałe elementy pojawiające się w książkach Browna, gdyż każda z nich zawierała zupełnie inne symbole, inne motywy działań i kryjące się w ukryciu tajemnice. Muszę przyznać, że nie nudziłam się czytając Zaginiony, w książce oprócz wielu nowinek ze świata symboli i historii odnalazłam nieoczekiwane zwroty akcji, bardzo przemyślane wyjaśnienia wielu elementów powieści... To niesamowite jak bardzo czytelnik potrafi się dać nabrać, nie wiedząc, że na końcu wszystko okaże się zupełnie inne, niż autor początkowo sugerował. Nie będę jednak zdradzać co było takim przykładowym motywem. Musicie przeczytać sami!

Książka opatrzona jest wieloma informacjami o masonach - ich praktykach, części historii, zwyczajach oraz starożytnej wiedzy tajemnej (co to właściwie takiego? przeczytajcie!). Odkryłam również istnienie nowej nauki zwanej noetyką, głoszącej, że ludzkie myśli są potężniejsze niż materia. Co więc, jeżeli wiele osób myśli w ten sam określony sposób?
Nie da się też ukryć, że Brown wkłada w usta bohaterów swoje poglądy religijne, ale mimo odmiennych, myślę, że warto się z nimi zapoznać. (Choć nieporównywalnie mało ich w Zaginionym w stosunku do Kodu). Spojrzenie z innej perspektywy nie zawsze okazuje się tak bardzo złe jak początkowo przypuszczaliśmy.
Przedstawione miejsca są jak najbardziej realistyczne. Podążając za bohaterami przez ciemny korytarz podziemi waszynktońskiego Kapitolu możemy poczuć dreszczyk emocji... Czy wiedzieliście, że stolica Stanów Zjednoczonych wzorowała się na włoskim Rzymie? Podobne budowle, rzymscy bogowie, zbliżona symbolika... To nie mógł być przypadek!

Niedługo ma się ukazać film Zaginiony symbol, oczywiście czekam z niecierpliwością, choć również z małymi obawami, jak bardzo film spłyci akcję książki i jak bardzo będzie inny od jej treści.
Nie lubię Toma Hanksa w roli Langdona. Nie podoba mi się to jak jest ukazywany. Wprawdzie boi się ciasnych, zamkniętych pomieszczeń i ma zegarek z Myszką Miki, jednak w filmie nie odgrywa według mnie prawdziwie swojej roli. Nie wierzę Hanksowi w to co mówi... Jest dla mnie za mało autentyczny.
Być może to jedynie moje uprzedzenia, ze względu na zamiłowanie do powieści, ale jednak...

Średnio podobały mi się zakończenia w obu książkach - troszeczkę za bardzo naciągane, jednak jak wiadomo, najważniejsza jest podróż, nie samo dotarcie do celu...

Polecam wydanie ilustrowane! Początkowo zdenerwowałam się, gdy zamówiłam takie w bibliotece (jedyne dostępne), ale doszłam później do wniosku, że wiele ułatwia. Nie chodzi tu o to, że nie trzeba używać wyobraźni, ale opisywanych obrazów czy zabytków często nie znamy, także 150 ilustracji ułatwia nam zrozumienie sensu przedmiotów, które istnieją naprawdę... ;-)